Dziś przychodzę do Was z recenzją produktu, z którą nie mogę sobie poradzić.
Krem do rąk, czy raczej, powiedziałabym masło.
Kupiłam je ze względy na opakowanie… Uwielbiam wszystko (poza kosmetykami na usta) co w słoiczkach, puszeczkach i pudełeczkach (najlepiej szklanych) (z tubek lubię te metalowe).
Tak więc weszłam do Migrosa zobaczyłam słoiczek, uroczą krowę, przeczytałam mleko i migdały (uwielbia- ostatnio kupiłam, żel pod prysznic z yves rochera o zapachu kalifornijskich migdałów- żeby chciał pachnieć podczas mycia tak jak w opakowaniu….) i kupiłam.
Otworzyłam już jadąc na zajęcia, ale przedtem zrobiłam dla Was kilka zdjęć. To dość ciekawe, że zawsze mam problem z pierwszym użyciem kosmetyku z pudełka w którym widać ślady użycia… Też tak macie, że nie chcecie naruszać całość i zostawiać paluchów :)?
I tu zaczyna się problem.
- Zapach. Kostetyk pachnie dziwnie. Zapach na pewno jest bardzo ciężki i słodki. W opakowaniu naprawdę przyjemny, choć lekko duszący, na skórze przebijają nię nuty wosku co psuje nieco efekt. W zimie całkiem przyjemnie się używa, w lecie pewnie nie chciałabym tego wąchać.
- Konsystencja. Bardzo zbita, zdecydowanie bardziej masło niż krem a co za tym idzie wchłanianie jest długotrwałe a na dłoniach zostaje film.
- Efekt. Natłuszczenie utrzymuje się dość długo wraz z TYM zapachem…
- Opakowanie. Jak dla mnie ideał. Śliczny szklany słoik, z uroczą krową na zakrętce. Na pewno jak skończę kosmetyk opakowanie zostanie ze mną.
Podsumować jest mi bardzo trudno. Mam co do kosmetyku bardzo mieszane uczucia. Myślę, że wrócę do opinii o nim po dłuższej chwili stosowania. Póki co wszystkim, którzy myślą o zakupie radzę- powąchajcie przed, bo może się okazać, że zapach zwali Was z nóg… Zarówno na + jak i na -.
Ja krem (masło!!!) zużyję teraz, w zimie, pewnie słoiczek będzie mi towarzyszył w torebce (mimo, że miał stać na biurku.) Nie wyobrażam sobie wysmarować się tym kosmetykiem a potem dotknąć się komputera, telefonu, kindla itd…
Myślę, że kiedyś spróbuje nałożyć grrrubą warstwę, włożyć rękawiczki i tak zasnąć.
I jak zawsze kilka zdjęć
A w temacie innym. Wróciłam z Niemieckiego :). Widzę, że naprawdę dużo nauki przede mną, ale jestem pełna dobrych myśli. W końcu kto jak nie my :)
Co do sportów zimowych. Tym razem na desce szło mi znacznie gorzej, mimo, że chyba w końcu mam idealnie ustawione wiązania. Pewnie wybiorę się jeszcze raz czy dwa na cały dzień i na tym się skończy na ten rok a ja wrócę z nowym zapałem do nurkowania (moja przerwa trwa już ponad miesiąc a to naprawdę dużo jak na mnie)
Właśnie pomyślałam o tym, że masło (krem?) o którym pisałam przyda się zarówno po nurkowaniach jak i po śnieżnym szaleństwie :)
A teraz wracam do nauki i powoli kieruje się do łóżka. Juro jadę przywitać nowych studentów Erasmusa. Z tego co widzę przylatują dwie osoby z Polski. Bardzo się cieszę, to pół roku bez żadnego Polskiego studenta czy choćby znajomego na uniwerku było trudne.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz